Najpopularniejsze

  • 30 marca 2025
  • 1 kwietnia 2025
  • wyświetleń: 18693

Historyczne ciekawostki: Czerwone chmury nad Bielskiem - początki masowych wysiedleń

Nadejście wojsk Armii Czerwonej nie oznaczało końca wojny dla mieszkańców Bielska, Białej i okolic. Choć udało się pozbyć władzy jednego reżimu, w jej miejscu pojawił się drugi, który w istocie przejął teren miasta pod własną administrację. Pierwsze miesiące po zakończeniu wojny szczególnie dały się we znaki niemieckim bielszczanom, choć wielu z nich mogło liczyć na pomoc ze strony polskich przyjaciół.

Czerwone chmury nad Bielskiem - początki masowych wysiedleni
Tory w kierunku Katowic wykorzystywane były do transportu wysiedleńców w głąb Niemiec, ale też do Obozów Pracy na przykład w Jaworznie · fot. Łukasz Giertler


W lipcu 1945 rozeszły się pogłoski, że wszyscy z drugą kategorią na Volksliście, a więc właściciele niebieskich papierów, muszą opuścić Bielsko, jeżeli nie chcą poddać się procesowi rehabilitacji. Rehabilitacja miała być przeznaczona głównie dla dwujęzycznych Górnoślązaków, jednak skorzystała z niej także niemała grupa bielszczan. Podstawą pozytywnego przejścia procesu rehabilitacji było pisemne przyrzeczenie, że nie będzie się używało języka niemieckiego, a listowne kontakty z krewnymi i znajomymi za granicą zostaną zerwane. Kto nie zamierzał się tym zasadom podporządkować, a takich przypadków była znakomita większość, musiał liczyć się z masowymi wysiedleniami albo liczyć na zgodę, by opuścić kraj we własnym zakresie. Konecny co prawda zdobył takie zezwolenia, jednak nie chciał opuścić Bielska, dopóki jego siostra i Elisabeth nie zostaną wypuszczone. Podobno sporo bielszczan skorzystało z okazji i zapłaciło łapówki, by dostać się za pomocą rosyjskich ciężarówek na teren Austrii. Ciężarówki odjeżdżały od „Klausnera” przy Kaiserstraße (dzisiaj Cieszyńska w rejonie Aleksandrowic). Herman Klausner posiadał przed wojną restaurację Orient, której budynek stoi do dzisiaj. W czasie wojny przebywał w Związku Radzieckim, skąd wrócił w randze oficera, a następnie pracował dla Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Miał zatem dogodne warunki, by zarabiać na krzywdzie pozostałych w Bielsku Niemców, z którymi znał się doskonale z dawnych czasów. Jeśli wszystko szło dobrze, bielscy Niemcy mogli zakończyć swoją podróż w Wiedniu-Floridsdorf. Taką opcję z wymienionych wcześniej względów, Konecny odrzucił.

Czerwone chmury nad Bielskiem - początki masowych wysiedleni
Budynek restauracji Orient należącej przed wojną do Hermana Klausner stoi do dzisiaj. Jeszcze w 50. latach starsi mieszkańcy nazywali te okolice „u Klausnera” · fot. Łukasz Giertler


Na rehabilitację decydowały się nierzadko osoby starsze, które z racji wieku, bądź też trudów przesiedlenia nie chciały podejmować ryzykownych decyzji. Czasem też po prostu nie miały rodziny za granicą. Niektórzy jednak bez problemu zrzekali się swojej tożsamości. Robili to zresztą już w 1920, a następnie 1939 roku, więc idąc tym samym tokiem rozumowania, lecz w innych okolicznościach nie mieli przeszkód, by ten sam proces przejść ponownie. Powszechna rejestracja Volksdeutschy przeznaczonych do wysiedlenia przymusowego miała miejsce w sali gimnastycznej przy ulicy Zennerberg (dzisiaj Sikorskiego). W komisji zasiadał między innymi Georg Heß. Był to człowiek, który ukończył w Bielsku niemieckie gimnazjum, a następnie został zatrudniony jako urzędnik w magistracie. W 1945 zaoferował się komunistom, dla których rozpoczął dalszą karierę zawodową. Zamieszkiwał on willę niemieckiego kupca Malchera przy Feldgasse (dzisiaj Wita Stwosza), jednak wkrótce pokłócił się z Polakami i sam opuścił Bielsko umierając w Austrii w latach 60. wskutek ciężkiej choroby. Heß namawiał Konecnego, by ten został w Bielsku. W stosunku do reszty Niemców także zachowywał się uprzejmie i nie sprawiał wrażenia człowieka, który jakkolwiek dążyłby do czynienia krzywdy innym. 24 lipca zarejestrowani stawili się w różnych punktach miasta, gotowi do wyjazdu. Następnym przystankiem dla nich był duży obóz przesiedleńczy za dworcem głównym. Polakowi, który chodziło z listą kontrolną, Konecny oznajmił z satysfakcją, że miasto opuści we własnym zakresie. Wiedział natomiast, że los ich rodzinnego domu jest przesądzony i prędzej czy później go stracą. Na początku do ich mieszkania wprowadziła się młoda para, która przybyła z Polski. Poddasze natomiast zajął przybyły ze Wschodu oficer. Zanim rodzina Konecnych na dobre opuściła swój dom, doszło do nieprzyjemnej sytuacji z towarzyszem broni wspomnianego oficera. Niejaki Michalski, który także pochodził z Bielska, znalazł podczas ostatniego przeszukania i tak już skromnego majątku Konecnych, czerwoną czapkę Gottfrieda, którą nosił jako uczeń gimnazjum niemieckiego jako obowiązkowy element ubioru gimnazjalisty. Michalski rzucił ją na ziemię i z wściekłością podeptał. Następnie zwrócił się do Konecnego, że ma natychmiast pójść z nimi do ogrodu i wskazać miejsce, gdzie ukryto jakieś kosztowności, gdyż w przeciwnym razie… w tym momencie wymownie poklepał swoją kaburę. Nie było jednak żadnych kosztowności. Przed wejściem sowietów do miasta, wszelkie droższe przedmioty jak zegarki, biżuteria itd. Konecni zdeponowali u swojej rodziny w Białej. Materiały malarskie Konecnego, w tym gotowe obrazy i rysunki, przejął mgr Oczko, który odpowiadał wówczas za gromadzenie spuścizny kulturowej wypędzanych Niemców. Według wspomnień Konecnego tysiące wartościowych książek zostało wówczas zgromadzonych w archiwum urzędu katastralnego w Bergen, co miało uchronić je przed spaleniem przez Rosjan. Mgr Oczko był bardzo uprzejmym człowiekiem, a sam Konecny mógł liczyć na pomoc jego oraz swoich kolegów z Akademii Krakowskiej - Zenobiusza Zwolskiego i Jerzego Zitzmana.

Końcem lipca Konecni zostali przydzieleni do pokoju w mieszkaniu instalatora Kastelewicza przy Parkstraße (dzisiaj Listopadowa). Na wyposażeniu było jedno łóżko i szezlong, a do tego niestabilny stół, kilka starych foteli, zdezelowany piec kuchenny oraz zegar wahadłowy. Na potrzeby umycia się dla siedmiu osób pozostawiono wiadro, natomiast wychodek znajdował się zupełnie pozbawiony światła, na podwórku. Poza matką, ciotką i siostrzenicą Konecnego, na kilku metrach kwadratowych dokwaterowano także trzy współlokatorki, które były im zupełnie obce, ale z uwagi na ich obecność podniesiono czynsz. Stara, pognita już drewniana podłoga stanowiła masową sypialnię. 80-letnia seniorka mogła liczyć na posłanie z uwagi na wiek, natomiast Konecny ze względu na niepełnosprawną nogę spał na leżance. W nocy nierzadko odbywały się polowania na myszy, które nieostrożnie skakały w popłochu po śpiących na ziemi kobietach.

Czerwone chmury nad Bielskiem - początki masowych wysiedleni
Za budynkiem szkolnym przy ulicy Sikorskiego znajduje się sala gimnastyczna. To tam znajdowała się komisja spisująca Volksdeutschów. · fot. Łukasz Giertler


Po przesiedleniu, gdzie cały majątek zmieszczono na jednej taczce, zarówno rabusie, jak i rosyjscy żołnierze przestali prześladować rodzinę. Poza wspomnianym Michalskim, który po kilku dniach zapukał do drzwi i tym razem w życzliwy sposób zapytał czy nie mają może dolarów na sprzedaż. I tym razem spotkał się z negatywną odpowiedzią. Konecni tymczasem odzyskali zdeponowaną w Białej biżuterię i dla poprawy warunków bytowych starali się ją odsprzedawać. Żydowskie niemieckojęzyczne małżeństwo odkupiło od nich za gotówkę kilka drobiazgów. Za srebrny zegarek kieszonkowy Omega otrzymali dla przykładu 1000 zł, co było zaledwie ułamkiem rzeczywistej wartości, jednak najważniejsze było, aby przetrwać. Starsza pani M. pozbywała się stopniowo zawartości zawieszonego na swojej szyi woreczka. Ciężkie, złote zegarki kieszonkowe z grającym mechanizmem w środku, broszki, wisiory i inne wyroby z kamieniami szlachetnymi sprzedano za śmiesznie niskie kwoty, jednak dzięki temu można było szybciej znaleźć kupców, a co za tym idzie, nie umrzeć z głodu.

W sierpniu Gottfried Konecny zdecydował się wysłać list do znajomych w Wiedniu, prosząc o przesłanie austriackich dokumentów dla jego osadzonej w więzieniu siostry. List musiał dotrzeć do adresata, jednak, zanim dokumenty zostały przysłane do Bielska, siostra Konecnego została przeniesiona z aresztu śledczego do obozu pracy w Jaworznie. Podczas, gdy sytuacja w Bielsku powoli się uspokajała, w okolicznych wsiach trwały napady nacjonalistycznych band oraz komunistycznych funkcjonariuszy partyjnych, Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego oraz milicji. Dochodziło tam do licznych aktów przemocy wobec kobiet, dzikich wysiedleń oraz bestialskich zachowań odwetowych, najczęściej w ramach zemsty na narodzie niemieckim.

Bibliografia:
Kalendarz Beskidzki 1977.
Bielitz-Bialaer Beskidenbriefe 1971, nr 8-14.
G. Konecny, Bielitz 1945 Ein Augenzeugenbericht, Frankfurt nad Menem 1985.
Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z tematu "Historyczne ciekawostki" podaj

Reklama

Historyczne ciekawostki

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z tematu "Historyczne ciekawostki" podaj

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu bielsko.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.